Symptom - przeszkadza, czy wspiera?
O pracy z symptomem w nurcie psychologii procesu można mówić na różne sposoby — odwołując się do fizyki kwantowej, teorii taoizmu i samego tao, czy też do aborygeńskiego śnienia. Wszystkie te koncepcje są w pewnym sensie źródłem, z którego uformowała się psychologia procesu. Każda z tych dróg, ostatecznie w moim rozumieniu prowadzi nas do podobnych wniosków przy pracy z procesem, a więc także w pracy z symptomem cielesnym. Dlatego starając się oddać w słowach metodę pracy z symptomem pozwolę sobie na sięgnięcie po te właśnie koncepcje, czy też filozofie, jednocześnie zestawiając je z tradycyjnym podejściem.
Medycyna konwencjonalna przez wiele lat ignorowała możliwość, że nasze ciało i psychika starają się z nami porozumieć poprzez choroby. Raczej widziała choroby i symptomy jako coś, z czym należy walczyć, niż coś, co może służyć rozwojowi wewnętrznemu. Dzięki medycynie “tęczowej” dostrzegamy, że symptomy stanowią przejaw informacji, czy też energii, która chce się objawić, by odsłonić drogę do głębszej mądrości. Ta mądrość prowadzi nas zawsze we właściwym kierunku - w kierunku uwolnienia zblokowanych w ciele energii. Ciała ludzkie przez całe życie gromadzą w sobie informacje o życiowych doświadczeniach i kumulują w komórkach ciała energię zawartą w różnych wydarzeniach. Nie wszystkie doświadczenia są dla nas neutralne. Niektóre zostawiają swoje piętno, zwłaszcza te traumatyczne. Trauma jest drastycznym przykładem odciśnięcia śladów nie tylko na psychice, ale i na ciele fizycznym, nawet jeśli nie doszło do fizycznej przemocy. W efekcie bezsilności wobec zagrożenia, naturalna reakcja człowieka na niebezpieczeństwo (walcz lub uciekaj) zostaje zablokowana. Człowiek niejako „upycha” w sobie całą energię związaną z przerażeniem i niemocą. Po to by przetrwać.
Jednocześnie energia we wszechświecie nigdy nie ginie i zawsze dąży do równowagi, dlatego duże jej ładunki skryte w ciele próbują się wydobyć i w pewien sposób wołają do nas, by tematem się zaopiekować. By je w pełni usłyszeć potrzebujemy odpowiednio odczytać sygnały wysyłane przez ciało, które jest czymś więcej niż sumą procesów fizjologicznych. Takie spojrzenie na symptom cielesny jest całkowicie inne, niż znane nam dotychczas podejście medycyny konwencjonalnej, która symptom traktuje jako przeszkodę w zdrowiu. W psychologii procesu symptom opowiada historię o czymś więcej niż samo zdrowie. Może on być wołaniem za pośrednictwem ciała o zauważenie skrytego w nas potencjału lub chęci zmiany czegoś w życiu. Widziany w ten sposób symptom może być częścią większej całości, którą niczym puzzle odkrywamy kawałek po kawałku, pracując ze snami, problemami w relacjach, czy pracując z ruchem. W psychologii procesu informacje zebrane w każdym z tych kanałów mogą być historią o tym samym znaczeniu.
Aborygeni uważali, że zanurzeni jesteśmy w śnieniu, a nasze ciało fizyczne ma także warstwę subtelną, trudną do wychwycenia, nieco mistyczną - nazywamy ją śniącym ciałem. Śniące ciało przekazuje informacje płynące właśnie z krainy snów i podpowiada ono drogę do zasobów skumulowanej energii. Śniące ciało mówi do nas synchronicznościami, które dostrzegamy w życiu, ale też snami, czy samymi symptomami. Są one zagadkami, które po rozszyfrowaniu wskazują najkrótszą drogę, by żyć w zgodzie ze swoim tao, czy też swoim procesem. W praktyce oznacza to, że terapeuta potrzebuje obserwować swojego klienta i jego opowieść o symptomie, czytając tę opowieść między wierszami. Bacząc na to, w jaki sposób klient opisuje doświadczenie odczuwania symptomu. Jaki ma wtedy głos, jak zmienia się jego postawa, czy historia opowiadana „językiem ciała” różni się od tej opowiadanej słowami. Jakimi dokładnie słowami opisuje wrażenia związane z symptomem? Pracując z symptomem to właśnie ta warstwa historii wyznacza nam drogę do zasobów skrytych pod symptomem. Pozwala ona nam zebrać informacje do dalszej pracy.
Figurą, która wysyła do nas informację w postaci symptomu jest Twórca Symptomu. Zwraca on naszą uwagę na marginalizowane aspekty osobistego procesu, a czasem nawet na marginalizowane aspekty większego pola, w którym się znajdujemy. Na przykład nawracająca choroba gardła dziecka może się okazać przejawem niewypowiedzianych kwestii w systemie rodzinnym (o ile tak poprowadzi praca procesowa, bo równie możliwym jest że będzie to informacja o procesie samego dziecka, a nie całego systemu).
Symptomy są cześcią procesu śnienia. Mogą nieść tę samą informację, co nasze sny, uzależnienia, czy tematy, które frapują nas w świecie. Są one częścią naszego procesu wtórnego, czyli czegoś co uważamy, za odrębne od nas samych. Widzimy symptomy jako coś co nam się przydarza, na co nie mamy wpływu, nad czym nie mamy sprawczości ani intencji, by się działo. Jest to doświadczenie całkowicie poza naszą kontrolą, co w psychologii procesu wskazuje, by wziąć symptom pod lupę, jako niosący cenną dla nas informację — informację o nas samych. W zależności od tego, jak długo trwają symptomy dzielimy je na krótkoterminowe (trwające do 3 tygodni) i długoterminowe (trwające dłużej) nazywane chronicznymi. Te mogą stanowić część naszego mitu życiowego.
Sposób doświadczania symptomu będzie nas naprowadzać na sposób pracy z symptomem klienta. Warto na początkowym etapie zapytać klienta o ostatnie sny, a także obecne w życiu ważne tematy. Wszystkie informacje skrzętnie obserwujemy i nie przypisujemy im znaczeń. Natomiast podczas pracy z samym symptomem mogą pojawić się zbieżne energie, np. w energiach odkrytych w postaciach ze snu.
Jedną z metod jest eksplorowanie energii Twórcy Symptomu. Zwłaszcza przy symptomach krótkoterminowych warto sprawdzić, co się kryje pod pojęciem „coś mnie dusi”, „coś mnie łaskocze”, czy „czuję jakbym miała kamień na plecach”. Klient może sprawdzić wówczas kto dusi, łaskocze lub co to za energia być jak kamień, który przygniata. Ważne, by odróżnić energię twórcy symptomu od energii doświadczenia bycia przygniatanym, która jest energią ofiary - zwykle bliższą procesowi pierwotnemu. Nie zgłębiamy energii ofiary, lecz energię twórcy symptomu.
Sprawdzamy jak się czujemy kiedy wcielamy się w osobę, które dusi łaskocze lub gdy wcielamy się w kamień, który przygniata. Eksplorujemy amplifikując, czyli wzmacniając - robiąc to mocniej, bardziej, mniej, szybciej, wolniej, rozwijając doświadczenie w kolejnych kanałach, aż dojdziemy do momentu uświadomienia sobie znaczenia tego doświadczenia (poziom esencji). Dzięki temu możemy rysować, wchodzić w ruch, wyobrażać sobie cały ten proces, czy też czuć go. W zależności od tego, którym kanałem przebiega proces wtórny, od niego warto zacząć amplifikację.
W przypadku symptomów długoterminowych, za nimi może kryć się mit życiowy, nasza życiowa kwestia, która objawiała się także w naszym śnie z dzieciństwa i wiąże się z długoterminowymi progami. Jednym z ważnych elementów pracy z symptomem jest porozumiewanie się w języku symptomu, najczęściej początkowo w kanale propriocepcji (jak odczuwasz ten symptom?) pozwalając, aby doświadczenie samo objęło także inne kanały (czuję to jakby biegały po mnie mrówki). Rozwijając, czy też amplifikując doświadczenie często przechodzimy w ten sposób w kanał ruchowy (jak to jest być biegającymi mrówkami?), czy też jeśli ruch jest problemem można spróbować zabrać doświadczenie do kanału wizualnego (wyobraź sobie, że jesteś biegającymi mrówkami). Jeszcze innym sposobem na wejście w doświadczenie, choć nie jest zbyt często stosowane jest możliwość pokazania np. na przedramieniu terapeuty biegnących mrówek. Doświadczenie może także pracować w samym terapeucie, wówczas warto podzielić się odczuwanymi doświadczeniami. Jednak zawsze feedback klienta służy za przewodnika i to on decyduje o dalszym przebiegu pracy. Warto umieć rozróżnić negatywny feedback od progu. Próg wywołuje więcej emocji niż zwyczajna odmowa. Trafiając na próg pracujemy jak zwykle - z progiem w pracy z procesem.
Ważne jest, by mimo niekonwencjonalnego podejścia do symptomów i choroby nie ignorować medycznych aspektów doświadczenia. Jeśli ktoś wspomina, że czuje ucisk w klatce piersiowej, terapeuta upewnia się, czy przypadkiem nie jest to medycznie zbadane u pacjenta i czy nie wróży np. zawału. Środki ostrożności i bezpieczeństwo klienta są tu najważniejsze. Jeśli pacjent mówi o tym, że jest pod opieką specjalisty jest to ważna informacja, której nie należy bagatelizować.
W efekcie eksplorowania i zrozumienia energii kryjącej się pod symptomem może się zdarzyć, że symptom przestanie się pojawiać, niemniej jednak nie jest to regułą ani wartością oczekiwaną pracy procesowej. Najważniejszą wartością, którą klient wynosi z tej pracy jest poszerzenie świadomości na temat samego siebie i zyskanie dostępu do nowych jakości oraz możliwość eksplorowania takich części siebie, na które dotychczas klient nie miał wewnętrznej zgody. Od momentu „odkodowania” zaklętych w symptomie informacji proces pierwotny (to kim jestem, z czym się identyfikuję i co o sobie myślę) powiększa się o zintegrowane nowe jakości, jednocześnie otwierając przed nami wrota na nowy proces wtórny (kim nie jestem, z czym się nie identyfikuję, co mnie odpycha, co mnie fascynuje, ale nie jest mną).
Nowy proces wtórny będzie na nowo wołał klienta — kolejnymi snami, symptomami, trudnościami w relacjach. Stąd też można powiedzieć, że w tej materii „sky is the limit”, czyli rozwijać możemy się w nieskończoność eksplorując i włączając w swoją tożsamość co rusz to nowe, zaskakujące jakości. Choć życzę nam wszystkich, by jednak nie każdy wzrost musiał się wiązać z doświadczaniem kolejnego symptomu, to jednak gdy już się przytrafi — nie zmarnujmy szansy na jego eksplorację.

